Biebrza i okolice

      A może bardziej i okolice. Jakoś tak brakowało czasu w te wakacje aby oddać się buszowaniu w bagnie. Po bardzo obfitej wiośnie, a zwłaszcza jej końcowej części, napięcie trochę opadło i brak czasu spowodował, że lato to praktycznie sporadyczny kontakt i okazji do fotografowania było nie wiele. Teraz, gdy piszę te słowa, jest praktycznie po wakacjach i tak właściwie to nigdy Biebrza zbyt łaskawa nie jest latem. A ta kanikuła, jak wszyscy wiedzą, była dość nieprzychylna fotografowaniu. Ciągłe deszcze, brak wystarczającego światła (zamieszczam jedno zdjęcie wykonane z okna mego domu) i wysoki stan wody w rzece, nie dały szans. Oczywiście można było ruszyć w teren i przedzierać się w woderach, ale i ja już chyba z lekka spierniczałem i ekstremalne wycieczki trochę mnie zniechęcają. Tak więc idzie „wygodna” pora roku. Wstawać nie trzeba o 4.00, a jeśli „Złota Polska Jesień” dopisze, może być ciekawie. Coś tam mimo niesprzyjających okoliczności się wydarzyło i stąd kilka fotek do kolejnej aktualizacji uzbierałem. Pierwsza dość ważna sprawa, to ukazanie się w Parku książki „Dolina Biebrzy”. Czemu ważna? A bo jest tam również kilka moich zdjęć. Bez tego jednak książka byłaby również super ekscytująca. Dużo wiedzy, historii, biologii i wszelkich innych zagadnień opisanych krok po kroku, odcinek po odcinku. Dość duży i ciężki przewodnik, ale warto go mieć. Sam pomimo pewnego sentymentu czytałem ją z pozytywnym zdziwieniem. Może dlatego, że napisana jest przez ludzi BbPN, czyli tych którzy na Biebrzy znają się najlepiej. Mi pozostaje tylko się cieszyć, że trafiłem do grona (no może moje zdjęcia) wielu, o wiele lepszych twórców i fotografów przyrody. Dziękuję za szansę.
      A teraz trochę z innej beczki, bo oczywiście wakacje to nie tylko bagna. Rozpocząłem je jak u Hitchcocka, mocnym uderzeniem, udziałem w największym wydarzeniu muzycznym tego roku, a mianowicie koncercie U2 w Chorzowie. Wielkie marzenie spełnione. Na ich koncercie zależało mi najbardziej. Myślałem, że już nie stać mnie na takie wyczyny, ale razem z córką bujnęliśmy się do Chorzowa i….warto było. Bono i s-ka nie zawiedli. Tegoroczna trasa, z wyjątkową sceną i z wyjątkową oprawą, atmosferą, i wielką biało-czerwoną flagą ułożoną przez widzów. To były wspaniałe chwile i spędzone z moją małą. Obrazy zostaną w pamięci na całe życie. Szkoda tylko, że nie można było wnieść na „Śląski” poważniejszego sprzętu foto.
      A potem…Chorwacja. Druga wizyta i jeszcze lepsza od poprzedniej. Super miejsce, stosunkowo ciche i spokojne jak na Chorwackie kurorty. Z czystą wodą i płytkim portem, do którego nie zawijają wielkie wycieczkowce. Hvar – bo tam dotarliśmy (autostradami super, promem samochodowym ekstremalnie, nigdy nie zapomnę upakowywania aut) gościł nas pięknym słońcem, które zachodziło tylko w nocy, ciepłem a nie upałem i lekkim wiatrem. Po prostu idealnie. Do tego zimne, białe wino i wycieczki po wyspie. Jedyny niefart to ucho, które wyłączyło mnie z głębszego nurkowania. Pierwszego dnia pojawiła się alergia i pomimo zakazu nurkowania z katarową wydzieliną, zszedłem na plaży o metr lub dwa za głęboko. Skutek – obrzęk ucha i uziemienie.

       Pozostały kamieniste plaże i ogólno dostępne skałki. Jednak i tu życie tętniło nad wyraz bujnie, co widać na zdjęciach. Masa kolorowych ryb, kraby, krewetki, a nawet skorpena. To wszystko w sąsiedztwie plażowiczów. Na wszelki wypadek nie chwaliłem się zdjęciami na miejscu, bo pewnie wiele pań do wody ponownie by nie weszło, wiedząc, co czasem pływa koło nóżek.



      Oczywiście przyjemne z pożytecznym, dlatego w drodze powrotnej zajechaliśmy, również w celach porównawczych, do „Nacjonalni Park KRKA”. Krótko powiem, że dla mnie sprawa trochę przereklamowana. Nie zobaczymy oczywiście nad Biebrzą takiego krajobrazu, ale to zupełnie nieporównywalne przedsięwzięcie. Komercja nastawiona na wygodę i jednak wycieczkowe zwiedzanie, po drewnianych kładkach, statkami, za duże pieniądze i w sporym tłumie. Raczej „parczek” niż Park Narodowy. No ale góry, lasy, wodospady (!)….i wszędobylskie trochę odmienne od naszych klenie. Za to jedna rzecz, którą warto przeszczepić na nasz grunt i myśleć o jej zastosowaniu. Przy tylu gościach i wycieczkach, super idealne toalety publiczne. To był naprawdę szok. Aż dziwne, że tak można się zachwycać tak prozaicznym miejscem.

      P.S. Dosmaczam kilkoma fotkami naszej kurpiowskiej kraski, która jak badania naukowe dowodzą – odchodzi. Smutne to, ale tak naprawdę nawet fachowcy od tematu, nie są w stanie określić jednoznacznej przyczyny zaniku z naszych ziem tego pięknego ptaka. Ja mam to szczęście, że jeszcze ostatnie egzemplarze są moimi sąsiadkami.